Rozdział XIV
-Pomożecie nam?-Zapytał Vine.
-Tak.Muszę odzyskać to stado.
-Większośc koni chcę sie go pozbyć.
-Dlaczego nie zrobicie tego sami?-Zapytałam.
-Bo się boją,ja bym to zrobił od samego początku.Ale sam nie dam rady.
-Pomożemy wam.Dołączymy do stada,przekonamy inne konie i damy radę Khinowi.Prawda chłopaki?
-Jasne.-Potwierdzili.
-Zrobimy to dla naszego ojca.-Powiedziałam.
-Tak.
Pogalopowaliśmy do stada.Khin już na nas czekał.
-I co tam u mojego brata?
-Chce dołączyć do stada.I moi przyjaciele też.-Powiedziałam.
-Hmm...Znajdzie się dla was miejsce.Idźcie już sobie.
Poszliśmy na łąkę,gdzie pasły się klacze.Zaczęliśmy się podpytywać czy podoba im się życie w stadzie.Większośc odpowiedziała że nie,a reszta w ogóle nic nie odpowiedziała.W nocy,zebrałam wszystkie klacze,które nie chcą tak żyć.Anakin i Shiwer mieli pójśc do ogierów."Dziwne,jeszcze nie wrócili."-Pomyślałam.Zaczęłam tłumaczyć klaczom,dlaczego tu jestem i co chce zrobić,wszystkie się zgodziły.W końcu pojawiły się ogiery.Oni też się zgodzili.
-Ale pamiętajcie,że Khin ma swoich ogierów.Musimy na nich uważać.Najlepiej niech część odciągnie ich uwagę.-Powiedziałam.
-To może jakieś klacze?-Zaproponował któryś z ogierów.
-Tak,to byłoby najlepsze wyjście.-Potwierdziłam.Wyznaczyłam kto co robi i rozdzieliliśy się.Część poszła ze mną,część z nakinem i Shiwerem,a niektóre klacze poszły odciągnąć uwagę pomocników Khina.Zapomniałam o jednym-Klaczach,które od początku nic nie mówiły.Powiedziały wzystko Khinowi.Jak mogłam dac się na takie coś złapać?Nie mogłam teraz się poddać,bo jakieś klaczki na mnie nakablowały!Dałam znak Anakinowi,żeby dał znak klaczą odciagającym ogierów Khina,żeby już zaczęły.Khin został praktycznie sam.Oprócz jego,było tam z trzech czy czterech oierów,które nie wpadły w sasadzkę zastawioną przez klacze.
-Zaatakować ich!-Krzyknął mój wuj.Dałam znak moim przyjaciołom.Mieli ruszyć na nich,za nim ci zaatakowali nas.Wszystko by się powiodło,gdyby nie to,że mój wuj uciekł.Miałam odebrac mu stado.To się udało,ale nie mogłam go tak zostawić!Zabił mojego ojca.Zranił tyle koni.Musiałam pobiec za nim.Zatrzymał się przy skale.
-Teraz nie uciekniesz.-Powiedziałam.-Może i jesteś starszy,ale teraz to ja dam ci zasady.Albo moi ogierzy wyrywają ci kopyta,albo walczysz ze mną!-Wiedziałam że bedzie walczył.Przecież miało mu się wydawać,że ja naprawdę postawiłam mu ciężki wybór.
-Haha!Ty naprawdę myślisz że ze mną wygrasz?
-Tak.-Powiedziałam i ruszyłam na niego.On Wbiegł na skałe,nie było z niej innej drogi ucieczki niż skok w przepaść,która rozciągała się w nieskończoność.
-I co teraz?-Zapytał.-Zepchniesz mnie stąd?Będziesz wtedy taka sama jak ja.
-Nigdy!-Powiedziałam,a wręcz krzyknęłam!Zacwałowałam na niego.Zatrzymałam sie tuż przed Khinem.-Ty zabijałeś,bo chciałes osiągnąć to co osiągnął mój ojciec.Byłeś zazdrosny.-Zaczęłam.Khin zaczął sie wycofywać.-Ja zabiję ciebię,bo na to zasłużyłeś.-Popchnęłam go...Usłyszałam głośny krzyk,który w połowie sie urwał.Nie żyje.Zawróciłam.Zaczęło padać.Vine podbiegł do mnie pierwszy.
-I co z nim?
-Nie żyje.-Powiedziałam wchodząc na wysoką skałę,przed którą stało całe stado.-Jestem Sky'Inter.Ci,którzy zwrócili się przeciw wolności,niech teraz skończą jak Khin.To stado było mojego ojca,który już nie żyje,ale za to żyje jego potomek-Vine.To on zasłużył na to,aby byc przywódca tego stada.Uwierzcie mi,oddaję was w dobrą rządze mojego brata.
-Co?-Zapytał Vine.-Nie...To ty będziesz nam przewodzić.-Powiedział.Pokręciłam głową.
-Ja jestem typem wędrownym.To ty zasłużyłeś na ten zaszczyt.-Powiedziałam i schodząc ze skały powiedziałam:
-Żegnaj.Jeszcze kiedyś sie zobaczymy.
Zbiegłam ze skały,Anakin i Shiwer pobiegli za mną.Cwałowaliśmy w deszczu.Zakończyłam moje zadanie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz